coaching

„Erotyzm jest jednym z aspektów wewnętrznego życia człowieka. Zwodzi nas tym, że nieustannie szuka przedmiotu pożądania na zewnątrz. Ale ów przedmiot odpowiada wewnętrznej potrzebie.”

Georges Bataille

Jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy uzależniali każdą swoją emocję od zewnętrznych bodźców? Jakbyśmy byli zdalnie sterowani, pozostawieni w rękach cudzych pragnień i oczekiwań? A teraz pomyślmy o sobie, tak po prostu. Bez zdziwienia i posądzania siebie o egoizm. Przeskanujmy swoje ciało i odpowiedzmy szczerze na pytanie, czego tak naprawdę potrzebuje, aby żyło mu się przyjemniej, w zgodzie z naszymi myślami i w swoim rytmie. Co je męczy, trawi, wzbudza niechęć a co ładuje baterie i rozgrzewa mięśnie. Coaching pomaga nam zrozumieć, że nie można bezustannie poszukiwać swoich potrzeb i dążeń na zewnątrz, tylko warto zacząć od siebie. Od szczerej refleksji i autoanalizy, co mi jest tak naprawdę potrzebne do zadowolenia, stanu błogości, satysfakcji. Specjalnie nie wymieniam tutaj szczęścia, bo tego bliżej niezidentyfikowanego tworu można szukać w nieskończoność, a chcemy się skupić na tu i teraz.  Kiedy już zbadamy siebie gruntownie, jak lekarz podczas badań kontrolnych, to odpowiedź na wiele pytań nasunie się sama. Oto przykład.

Sex coaching to nie tylko seks

Tytuł mojej pracy zaliczeniowej na studiach podyplomowych z Life Coachingu brzmiał „Sex Coaching jako element Coachingu związków”. Nie piszę tego, żeby się pochwalić. Moją intencją jest podkreślenie, że rozmowa coachingowa może obejmować wiele obszarów, które przenikają się jak wiatr i woda, jak drewno i ogień. Niezauważalnie. Z moją dyplomową klientką, wyszłyśmy od tematu komunikacji z partnerem. Niby klasyczny, podręcznikowy temat do pracy coachingowej z relacją. Sami jednak zobaczycie, jakim wnioskiem zakończyło się nasze spotkanie.

Poczucie, że reakcja czyli rozmowa odbyła się za późno, że już wszystko stracone i dawno zapomniane, towarzyszyła mojej klientce przez cały czas. Coś ją hamowało, gniotło, blokowało. Cóż to było? Przede wszystkim strach przed oceną (oj, znamy to), a w konsekwencji stracenie punktów w oczach mężczyzny. Dokładając dalej do pieca, utrata aprobaty i uczucia, a na domieszkę wszystkiego stres, jakiego może doświadczyć mężczyzna, kiedy usłyszy coś nowego i zupełnie niespodziewanego z ust niby tak już dobrze znanej partnerki.

Kto pyta nie błądzi

Zapytałam więc prostodusznie, co jej da lepsza komunikacja z partnerem. Po wymienieniu kilku stwierdzeń, dwa silnie się powtarzały: „zadbam o swoje potrzeby/o siebie samą” oraz  „seks będzie miał sens”. Mocne, ważne stwierdzenie, budujące hierarchię ważności i łańcuch pokarmowy potrzeb. „A czym jest dla Ciebie stały związek?” – kontynuowałam. Chwila ciszy i seria odpowiedzi:

  • przede wszystkim komunikowanie się, rozmowy
  • wzajemne słuchanie
  • wychodzenie naprzeciw wzajemnym potrzebom
  • kompromisy

Wszystkie te stwierdzenia są stricte związane z komunikacją, czyli z głównym obszarem naszej sesji coachingowej. Z codziennych doświadczeń doskonale wiemy, że nie ma takiej możliwości, aby partnerzy wyszli naprzeciw swoim potrzebom, jeśli ich nie wyrażą, czy to słowami, czy też gestami. Nie usłyszą siebie, jeśli nie wyartykułują klarownego, jasnego komunikatu. Nie pójdą na kompromis, jeśli nie będą wzajemnie się szanować i znać swoich wartości. Ideą coachingu jest to, aby skupiać się tylko na tym, co jest zależne od nas samych. Zadanie partnera nie polega na domyślaniu się, o co nam chodzi i nie można go obwiniać za brak szóstego zmysłu.

Jestem kobietą!

Nadszedł czas, aby porozmawiać o kobiecości, czym jest, jak się przejawia. Wśród odpowiedzi znalazły się takie sformułowania jak: odpowiedzialna za siebie w rozsądny sposób, otwierająca się na siebie, akceptująca, pewna siebie, zadowolona z siebie. Następnym krokiem było zaaranżowanie przestrzeni na wyrażenie swoich potrzeb. Pierwszą reakcją mojej klientki było pytanie: „Ale takich tylko moich, czy w związku?”. Po chwili namysłu, podzieliłam kartkę na pół i poprosiłam o spisanie wszystkiego co czuje, co ma teraz w myślach. Chyba obie chciałyśmy sprawdzić, czy potrzeby indywidualne i w relacji będą się pokrywać.

coaching

Pewnie sami już zauważyliście, że w wielu miejscach potrzeby łączą się w jedną silną potrzebę akceptacji, uzyskania informacji zwrotnych, radzenia sobie w trudnych momentach. Jak się okazało, powyższe ćwiczenie zapoczątkowało proces zmian, w efekcie którego akceptację, której klientka tak usilnie poszukiwała w swoim partnerze, odnalazła w sobie. Jak tego dokonała?

Tworzymy plan działania

Uświadomienie sobie, co w nas siedzi i co wymaga usprawnienia w imię naszego dobrostanu, to jedno. Drugie, jeszcze ważniejsze, to nie pozostać na etapie mówienia „no wiem, wiem, ale co mam zrobić?”. Plan działania nie jest remedium na wszystko, jeśli pozostanie na etapie zabazgranej kartki. Czy naprawdę za każdym razem chcemy przeżywać katusze, kiedy przyjdzie moment rozmowy z partnerem, wypowiedzenia swoich pragnień, w łóżku, czy poza nim? Ile tracimy na poświęcaniu się dla kogoś tylko dlatego, że boimy się otwarcie powiedzieć na czym nam zależy, a czego nie akceptujemy?

Moja klientka stworzyła następujący, zindywidualizowany i zgodny ze swoimi wartościami plan działania:

  1. Skupienie myśli na bieżącym problemie
  2. Zarządzanie potrzebą i branie odpowiedzialności
  3. Nieocenianie uczuć, pełna akceptacja
  4. Niebranie odpowiedzialności za czyjeś emocje i reakcje
  5. Zarządzanie czasem (nie muszę reagować od razu) i swoją przestrzenią
  6. Brak nadmiernie wygórowanych wymagań
  7. Przestrzeń na spontaniczność

Czy tak powszechne słowo jak „komunikacja” nadal wydaje Wam się takie proste i sztampowe? Ile osób, tyle wymiarów rzeczywistości, subiektywnych odczuć oraz pomysłów na życie. I każdy z nich jest równie dobry, dlatego że jest Wasz. Niczyj inny. Wystarczy ten pomysł odkryć. Z pomocą coachingu czy bez, ale za to ze świadomością, że „jeśli nie przywiązujemy wagi do własnych potrzeb, może się okazać, że dla innych też nie będą one ważne.” (Dr Marshall Rosenberg).

Nie jednemu coachingowi na imię coaching

Coaching life, seks czy biznes? Nieważne, bo i tak w ostatecznym rozrachunku wszystkie te obszary znajdą swoje miejsce w rozpisce spotkania coachingowego. Jesteśmy całością, jednością, choć pełnimy różne role, które na pierwszy rzut oka mogą się wykluczać. Opiekuńcza matka i ognista kochanka, odpowiedzialna businesswoman i spontaniczna imprezowiczka, oddana żona i ….sami znajdźcie przeciwwagę. Seksualność, to przysłowiowy temat rzeka, a problem braku satysfakcji ze współżycia może wysoko korelować z kiepskim kucharzeniem przez żonę, czy walającymi się wszędzie brudnymi skarpetkami męża. Wszystko ma wpływ na wszystko, dlatego czasem warto porozmawiać z kimś obiektywnym, z zewnątrz, kto pomoże spojrzeć na różne codzienne wyzwania z nieodkrytej dotąd perspektywy.

Rozgrzewka coachingowa:

Wróć do artykułu i wypełnij samodzielnie przedstawioną w nim tabelę potrzeb. Jak potrzeby z prawej i z lewej kolumny łączą się ze sobą? Co to dla Ciebie oznacza? I co to oznacza dla Twojej relacji?

 

 

Komentrze (2)

  1. Bardzo często problem jest głównie w nas samych. Nie zdajemy sobie sprawy z tego ile winy jest w naszych rodzicach, przez których brak nam samoakceptacji, ale to były takie czasy, niestety. Owszem zdarzają się wyjątki. Ja na szczęście w porę uświadomiłam sobie, że brak wsparcia ze strony ojca, przekłada się na moje kompleksy. Do dziś miewam gorsze dni, ale umiem sobie z tym radzić. nie załamuję się, bo wiem ile sama jestem warta. Nie każda ma tyle szczęścia. Przez brak samoakceptacji, trafia na drugą osobę, która niekoniecznie będzie ją szanować. A później wychodzą inne problemy z tym związane. Koło się zamyka. Dlatego bardzo ważna jest praca nad samym sobą. Jeśli ktoś nie jest w stanie sam o to zadbać, potrzebny jest dobry coach 🙂

  2. Ciekawy pomysł, sam nie próbowałbym tak rozgryzać tego tematu. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *